|
|
 |
Tak, jak mówiłam, dodałam wpis... Tym razem nie będe waliła z grubej rury, tylko was pomęczę. Byc może bystrzejsa część czytających domyśla się, dlavczego Konan oddała szafkę w ręcę kakazu - tego forsisty. Ale coż, jak nie wiecie, to ja wam nie powiem! Chcę posłuchać waszej reakcji. Mam następny rozdzial, ale poczekacie sobie do 10 stycznia. Nastepny będzie ok. 30 stycznia i tak co jakieś 20 dni. Jeżeli będziecie komentować. Nie mam pomysłow, co do Sasuke, będącego w organizacji, więc podrzućcie mic coś, plosie! Nie zawieszam bloga, ale proszę o wyrozumiałość i komentowanie!
2008-12-28 04:24:29
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
 |
Następnego dnia rano, Sakura umyła się, ubrała, uczesała i z grymasem na twarzy, bo była głodna, kierowała się w stronę drzwi. Zerknęła jeszcze przed wyjściem na śpiącego Itachiego. Zamknęła już drzwi, kiedy nagle się odwróciła, i… Szok! Gdyby Tobi wyrastał z ziemi, to mogłaby przyrzec, że on właśnie z niej wyrósł.
- T-Tobi! Nie strasz mnie więcej! – Powiedziała, a serce waliło jej jak młotem.
- Tobi nie chciał! Tobi chce tylko się dowiedzieć, co Itachi i Sakura robią, że nie zeszli na śniadanie. – Minę miałam normalnie jak zdziwiony wielbłąd.
- Co?! To która jest niby godzina? – Tobi przyłożył palec do miejsca na masce, gdzie znajdowała się jego broda. Myślał (to on myśli?). Po niedługim namyśle powiedział:
- Jak Tobi wychodził, to była 6:00. Kłopot w tym, że Tobi nie pamięta, kiedy wychodził.
- To która jest godzina? – Niecierpliwiła się.
- Jak Tobi wychodził… - Zaczął, ale Sakura mu przerwała.
- Tak, już to mówiłeś. Wiesz, która jest godzina?
- Wiem, chyba… - Powiedział niepewnie.
- A powiesz mi? – Jeszcze chwila, a by kurwicy dostała. Oj, tak. Zrezygnowała. Przeszła parę kroków obok ściany i już miała skręcić w prawo, w stronę schodów na dół, które prowadziły do kuchni, kiedy wpadła na Peina. Był wyraźnie zamyślony. Można by rzec, że zauważył Sakurę dopiero wtedy, kiedy na niego upadła. Akurat w tym samym momencie Konan wyszła ze swojego pokoju. Zobaczyła tą krępującą sytuację, kiedy to jej przyjaciółka leży na jej chłopaku. Wyraźnie się wkurzyła.
- To nie tak! – Zaczęła, po czym dodała – To przez Tobiego, on… To przeze mnie! To przez niego! To przez schody!
- Konan krzywo popatrzyła na Peina. Ten też się skrzywił. W końcu Sakura postanowiła wstać z Lidera. On też wstał, tyle, że z podłogi. Gdy Konan z powrotem weszła do swojego pokoju, Pein Popatrzył na Sakurę tępym wzrokiem.
- No co?! Idź i ją przeproś, to się nie obrazi! – Też chciała wrócić do pokoju. Lecz zatrzymała się przed drzwiami, bo usłyszała takie pytanie Peina:
- Co ty masz na szyi? - Ręką pomacała szyję i zaśmiała się głośno. Weszła do pokoju, śmiejąc się coraz bardziej. Nie wiedziała, że Konan słuchała jej śmiechu. Tylko, że Konan uznała to za nabijanie się z niej.
Następnego dnia rano, Sakura po porannej toalecie położyła się obok jeszcze śpiącego Itachiego.
- Ty śpiochu… - Powiedziała, śmiejąc się i odgarniając palcem włosy Itachiego za ucho.
- Co…?! Co znowu? – Wysapał zaspany Itachi.
- Nic… Właśnie nic! – Sakura śmiała się nadal, po czym dodała – Cały czas miałam go na sobie! – I śmiała się jeszcze głośniej.
- Co? Daj żyć. Daj spać! – Powiedział Itachi, kładąc poduszkę na swojej głowie.
- Czy ty wiesz, która jest godzina?! – Sakura przestała się śmiać i groźnie popatrzyła na Itachiego. Popatrzyła również na zegarek. Nie mogła go jednak znaleźć. Nie mogła znaleźć nawet etażerki, na której zwykł stać i dawać o sobie znać niemalże codziennie. Dotarło do niej, że nie ma stolika, na której był zegarek. Nie ma zegarka. Nie wie, która godzina. Budzik nie zadzwonił. To wszystko wyjaśnia. Wyszła z pokoju. Udała się do Deidary.
- Nie widziałeś może mojej szafki? – Spytała.
- Że co, un?! – Popatrzył na nią, niczym zdziwiony wielbłąd.
- A nic już… - Podeszła zrezygnowana w stronę drzwi, łapiąc za klamkę.
- Czekaj, podobno Sasori coś wie... – Powiedział jeszcze, zanim wyszła.
- Dzięki! – Dobrze, że miała jakiś „trop”. Udała się w stronę pokoju Marionetkarza. Gdy zapukała i usłyszała, że może wejść, zapytała się, czy nie wie, gdzie jest jej stolik.
- Kisame coś wiedział. – Powiedział Sasori, po czym zamknął drzwi przed nosem dziewczyny.
- Kuso! – Zaklęła i udała się w stronę pokoju Kisame.
- Gdzie jest jego pokój?! – Pomyślała Sakura, lecz jak tak szła jednym z korytarzy, poczuła smród. Nielichy smród. Smród niewyobrażalny. Smród… Tak, to nie zwyczajny smród. To RYBI smród. Smród Kisame. To musiał być jego pokój.
- Włosy się w nosie kruszą… - Pomyślała Sakura, lecz zaraz wstrzymała oddech i zapukała.
- Czego?! Wejść! – Nieprzyjemny odór po otwarciu drzwi jeszcze bardziej zemdlił dziewczynę.
- N-Nie widziałeś m-może mojej e-etażerki? – Powiedziała z trudem.
- Etażerki? Czy nie widziałem? - Mówił tak, jakby chciał się „dotrybić” i przeanalizować słowa Sakury, zanim do niego dotrą. Po czym dodał – Zetsu coś wspominał…
- Kurwa! Gdzie jest ten cholerny stolik?! – Sakurze puszczały nerwy. Opanowała się jednak i postanowiła pójść do pokoju Zetsu. Zanim jednak to zrobiła, powiedziała do Kisame:
- Wywietrz tu… - po tych słowach o mało nie puściła pawia. O mało nie puściła pawia, nie wyrżnęła się na zakręcie i nie umarła z braku oddechu, kiedy uciekała przed smrodem ryb. Chwilę później stanęła przed drzwiami pokoju Zetsu. Gdy zapukała i usłyszała, że może wejść, zapytała się, czy nie widział może jej stolika.
- Kakazu mówił, że chce coś sprzedać… Mówił właśnie o jakiejś etażerce, czy o czymś tam. Pójdź do niego i się zapytaj. Może masz jeszcze szczęście…
- Dzięki! – Rzuciła jeszcze, zanim wyszła. Tak nią potrzęsło, że o mało nie wywaliła drzwi z zawiasów. Była wściekła. Jak ktoś mógł bezkarnie wykraść z jej pokoju szafkę i chciał jeszcze ją sprzedać?!
- KAKAZU, CHOLERO JEDNA, ODDAWAJ MI SZAFKĘ! – ryknęła wściekła. Trudno to był nazwać wściekłością. To była istna kurwica. Szlag ją trafił niemalże, na co wskazywał nerwowy tik w okolicy prawego oka.
- Czego chcesz?! – Odparł zaskoczony Kakazu.
- Oddawaj szafkę, imbecylu! – Warknęła wściekła, po czym zauważyła, że trzyma ją w rękach, na kolanach. Chwilę później, kiedy udało jej się opanować zaskoczenie, dodała – Zabieraj łapy z mojej etażerki!
- A jak nie, to co?! – Powiedział równie wściekły.
- To ci pomogę! – Powiedziała groźnie.
- Trzeba było najpierw jej nie oddawać Konan! – Aż mnie zatkało.
- Co?! O jasny…! Konan! Czemu ona to zrobiła?! Rzesz @#$%^$#%! Jesteśmy przyjaciółkami! – To były pierwsze myśli, jakie przyszły do głowy Sakurze. Natychmiast udała się do jej pokoju, uprzednio masakrując niemalże Kakazu, żeby oddał jej szafkę. Uzyskała to, co chciała. W szufladzie był także budzik. 16:37. Gdy weszła, nawet nie pukając do pokoju Konan, usiadła obok niej na łóżku.
2008-12-28 04:20:36
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
 |
W związku, że nikt nie komentuje, zawieszam bloga. Nie mam pomysłów na kolejne notki, a przecież komentarze to pierwsza rzecz, do której autor zagląda... :(( Zasmuciliście mnie. No i tyle, muszę zawiesić bloga. Jeżeli chcecie, bym go odwiesiła, musi być przynajmniej 20 komentarzy pod tą notką. Serdecznie dziękuję i pewnie się pożegnam, bo nikt nie napisze... I tak wszyscy mają mnie w dupie... Odchodze... Być może na zawsze, ale może się to zmienić, papa :* <<>>
2008-12-18 19:57:57
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 4 Dodaj komentarz
 |
Hmmm... Niektóre osoby podrabiają mój podpis... Proszę tego nie robić, powieważ Kiara95 będzie zła ;P Ale seryjnie, nie podrabiac mi tu niczego!! aha, i jakby co, to nei wiem, jak sie wstawia obrazki, ktore nie sa w internecie, a ja mam je w folderze swoim, nie umiem tego zrobić, niech ktos powie mi, jak? Proszę... Nie chcę, by ten blog był tylko opowiadanie... :( chciałabym także poprowadzic jakby "galerię" tu sie spiesze, ale normalnie, to wszystko piszę w wordzie i bez blędów staram sie pisac, wiec nie powinno ich byc w opkach. nastepna notka bedzie za jakies 2-3 tygodnie.
2008-12-02 19:27:03
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
 |
VIII. SZCZERA ROZMOWA – SASUKE I ITACHI
Następnego dnia Sakura źle się poczuła. Gdy zerknęła na zegarek, zobaczyła, że jest już 9:00. Zdziwiła się, że nikt jej nie obudził, i że Itachiego nie ma w ich pokoju. Jej zdziwienie trwało kilka sekund, bo zaraz do pomieszczenia wszedł jej ukochany i mówiąc:
- I jak się czujesz? Pewnie jesteś zdziwiona, że cię nie obudziłem, co?
- Tak, ale powiedz wreszcie, czemu? Zawsze jesteś taki… Punktualny. Jest przecież 9:00, całe Akatsuki już na pewno trenuje, prawda? – Zapytała.
- Tak, ale byłaś cała spocona, jak dotknąłem twojego czoła, byłaś wściekle rozpalona, masz gorączkę i jesteś chora. Niewiadomo, czy Sasuke nie podał ci jakiegoś świństwa i czy nie nabawisz się przypadkiem jakiegoś paskudnego choróbska. – powiedział Itachi zmartwiony.
- To z pewnością tylko przeziębienie i… - Nie dokończyła, bo Itachi jej przerwał, mówiąc:
- Nie ma żadnego „i”! Nie miałem sumienia budzić cię, żebyś poszła na trening. Koniec, kropka. Nie jesteś w stanie ćwiczyć, masz ze 40 stopni gorączki!
- Skoro tak, to zostanę w łóżku. – powiedziała Sakura, po czym dodała:
- Tylko w takim razie nie mogę zanieść jedzenia Sasuke. Ty się do niego wybierzesz, cwaniaczku…! – Powiedziała Sakura z chytrym uśmieszkiem na ustach.
- Dobrze… - Powiedział Itachi, przybliżając się do Sakury, chcąc ją najwyraźniej pocałować.
- Nie. – Powiedziała Sakura z uśmiechem na ustach, zasłaniając Itachiemu usta swoim palcem i dodała:
- Nagroda w postaci całusa będzie dopiero w tedy, jak się nie pozabijasz z Sasuke! A teraz idź, na pewno jest już głodny…
- To szantaż! Ale ty jesteś…! – Tu znów zrobił minę, jakby był dzieckiem, któremu zabrano lizaka. Itachi się uśmiechnął i dodał:
- A może by tak jakaś mała zachęta?
- Skoro prosisz… - Powiedziała Sakura, tajemniczo uśmiechając się i całując w czoło swojego chłopaka.
- Myślałem o czymś innym… - Powiedział Itachi, nie kryjąc zdziwienia.
- Chcesz zapytać, czemu w czoło? – Zapytała Sakura, znów robiąc tajemniczy uśmiech, po czym dodała:
- Jeszcze nie zasłużyłeś. Jak się dobrze spiszesz i nie pozabijasz z Sasuke, dostaniesz coś więcej…
- Dobrze. – Powiedział Itachi, wychodząc z pokoju i przed zamknięciem drzwi puszczając oczko do Sakury.
- Jak ja się teraz wytłumaczę Naruto? – Pomyślała Sakura w głębi duszy bardzo zmartwiona, ale uśmiechając się do wychodzącego chłopaka.
Wkrótce Itachi poszedł do swojego brata.
- Jak się czujesz? – Do uszu leżącego na łóżku i bezsilnego Sasuke, wraz z dźwiękiem właśnie otwieranych drzwi, dobiegło właśnie to pytanie. Z początku musiał bardzo dokładnie przeanalizować to, o co właśnie go zapytano. Był bezsilny, nawet jeżeli chodzi w „wydukanie” jakiejkolwiek, nawet bezsensownej, krótkiej odpowiedzi. Gdy zrozumiał, o co go zapytano, odpowiedział:
- Martwisz się o mnie…? – „Wydukał”.
- Nawet, jeśli… To co? – Ta odpowiedź zaskoczyła Sasuke, popatrzył on zdziwiony na Itachiego, ale zbyt gwałtownie, co sprawiło ogromny ból w czaszce chłopaka. Pomimo tego, że głowa bolała go niemiłosiernie, sprawiając, że bólowi podlegały także inne części ciała, jęknął tylko. Zaraz jednak się otrząsnął i powiedział cicho.
- Głowa mnie zabolała.
- Mocno? – Zapytał zainteresowany starszy Uchiha.
- Na tyle, że ci mówię. – Odparł Sasuke. Rozmowa ucichła, robiąc wrażenie słynnej „ciszy przed burzą”. Pierwszy zapytał Itachi:
- Podoba ci się Sakura? Widziałem, jak na nią patrzysz, jak ją całujesz… Co chcesz przez to osiągnąć?
- Ja… - Nie dokończył, zawahał się.
- Czemu ją uderzyłeś, skoro ją kochasz? – Zapytał Itachi.
- Nie umiem kochać… - Odpowiedział chłodno Sasuke.
- Jak nie umiesz, to czemu ją całowałeś przy każdej możliwej okazji?! – Itachi zapytał podobnie, bardziej precyzując pytanie, sądząc, że ten z powodu bólu głowy nie myśli racjonalnie.
- Ja… Nie wiem… Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć… - Powiedział.
- Dobrze, jesteś głodny? – To pytanie zaszokowało młodego Uchihę.
- Od kiedy się tak o mnie martwisz? – Sasuke nie chciał być niegrzeczny, ale Itachi tak to odebrał i tylko wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami i zamykając je zaraz szybko na klucz. Sasuke usłyszał tylko:
- Jak się człowiek nie przejmuje, to jest źle, jak się przejmuje, to też jest źle!
Sasuke żałował swojego pytania. Głód dokuczał mu już od paru godzin. Położył się spać, modląc się, by umrzeć możliwie jak najszybciej.
Gdy nadeszła pora kolacji, Itachi poszedł do pokoju. Sakura uśmiechnięta podeszła do niego i pocałowała go w usta.
- I co? Udało się? Dobrze, że się z nim nie pozabijałeś. – Powiedziała z wdzięcznym uśmiechem na ustach. Itachi zrobił się smutny.
- Co się stało? Czy chcesz mi o czymś powiedzieć? – zapytała zmartwiona dziewczyna, kładąc swoją dłoń na jego policzku. W tym samym momencie dziewczyna zauważyła, że jedzenie, które przygotowała dla Sasuke na obiad, nadal stoi na etażerce w sąsiednim pokoju. Spojrzała na Itachiego ze wściekłą miną, która mówiła tylko jedno:
- Dlaczego nie zaniosłeś jedzenia? – Zapytała dziewczyna.
- Ja… - Nie dokończył, nie zorientował się, że to było pytanie retoryczne. Dziewczyna włożyła buty i nie chcąc nawet słuchać jego wyjaśnienia, wzięła klucz z jego kieszeni i wyszła, łapiąc za jedzenie. Itachi wiedział, dokąd poszła. Do Sasuke. Wziął prysznic i położył się spać. Gdy się obudził, Sakura spała obok niego. Ucieszył się, ze ją widzi. Nie wiedział, dlaczego, ale ogromnie się cieszył. Nie mógł wytrzymać i pocałował śpiącą dziewczynę w usta. Ta się nie obudziła, tylko uśmiechnęła przez sen.
IX. PREZENT – NIESPODZIANKA OD ITACHIEGO, DOWÓD UCZUCIA
Następnego ranka Sakura obudziła się pierwsza. Widząc swojego ukochanego, na którego już się nie gniewała, pocałowała go namiętnie w usta. Ten nawet się nie obudził, tylko jeszcze zabrał jej kołdrę. Ta się uśmiechnęła, zabierając swoją część i owijając się nią tak, by było jej ciepło. Widząc na twarzy Itachiego grymas, zaśmiała się, o mało nie budząc chłopaka. Jeszcze raz go pocałowała. Tym razem się obudził, mówiąc jak małe dziecko, które w poniedziałek rano budzi mama, by wstało do szkoły:
- Czego chcesz?
- Osz ty! – Powiedziała oburzona Sakura, chcąc wstać z łóżka. Na widok obrażonej dziewczyny, Itachi zatrzymał ją i pociągnął za rękę, wymuszając w ten sposób, by położyła się na łóżku z powrotem. Gdy to zrobiła, bo nie miała innego wyjścia, chłopak położył się na niej i powiedział:
- Witam cudowną osóbkę! – Powiedział z uśmiechem na ustach i zaraz po tym ją pocałował. Całowali się tak jakąś minutę, gdy do pokoju wszedł Deidara, jak zwykle nie pukając.
- Przepraszam gołąbki, ale wszyscy idziemy na trening. Pein powiedział, że idzie na misję z Konan, w co NIKT nie wierzy, wiecie, dlaczego. I chcemy wykorzystać sytuację i zrobić sobie imprezę.
- Dobry pomysł, ale teraz wyjdź, musimy się przygotować. – Powiedział Itachi, nawet nie schodząc z Sakury, na co Deidara się uśmiechnął i wyszedł z pokoju.
- A niech sobie mówi, co chce! – Powiedzieli jednocześnie Sakura i Itachi. Z tego powodu się uśmiechnęli i zaczęli całować.
(UWAGA! DALSZY CIĄG CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ, JEŻELI NIE MASZ UKOŃCZONYCH 18 LAT, OPUŚĆ TĄ CZĘŚĆ OPOWIEŚCI!
Dobra, i tak wszyscy to mają w dupie, więc nic nie napisze, można się domyśleć, co zrobili.)
Po wszystkim Sakura położyła się obok Itachiego. Ten nagle przypomniał sobie, że miał jej coś dać.
- Sakura, zamknij oczy. – Powiedział z uśmiechem na ustach.
- Ale kociak z ciebie… - Odparła Sakura z tajemniczym uśmiechem na ustach, po czym dodała:
- Nie wstydź się… Nie zjem cię… Chociaż jesteś taki słodki…
- Sakura, proszę, zamknij oczy. – Powtórzył Itachi, rumieniąc się, ale będąc już bardziej stanowczym.
- Dobrze. – Mówiąc to, Sakura zamknęła swoje seledynowe oczy.
- To ode mnie, dla ciebie, proszę, otwórz już oczy. – Po kilkunastu sekundach Sakura usłyszała tą prośbę i posłusznie otworzyła je. Zobaczyła dwa wisiorki, na jednym była jedna połowa serduszka, na drugim druga.
- Itachi, dziękuję! – Sakura pocałowała chłopaka w usta, dziękując mu długim pocałunkiem. Itachi był zaskoczony tym, że taki upominek sprawi jego dziewczynie taką radość.
2008-12-02 19:21:14
|
 |
 |
Ilość komentarzy: 2 Dodaj komentarz
|